Zabawna historia o tym, jak lód uratował mnie przed mandatem

Pewnego razu musiałem odebrać żonę i syna, którzy odwiedzali moją teściową po świętach. Nic skomplikowanego: trzysta kilka kilometrów tam i tyle samo z powrotem. W międzyczasie miałem czas na małą pogawędkę z teściem (to świetny facet) i powrót do domu przed zmrokiem (nie lubię jeździć po zmroku). Postanowiłem więc wyjechać wcześnie rano.

Właśnie świtało i ruszyłem w drogę. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale widoczność była doskonała. Autostrada M5 była zaskakująco pusta, chociaż zwykle jest tam ogromna liczba samochodów dostawczych, a w ciągu dnia ruch nie jest gorszy niż w Moskwie, gdzie można zostać odciętym z lewej strony podczas wyprzedzania na nadjeżdżającej drodze….

W każdym razie powiedziałem żonie, że wyjechałem, obiecałem, że nie będę jechał zbyt szybko, odłożyłem słuchawkę i wcisnąłem pedał gazu. Drogi zamarzły przez noc, ale miałem dobre, nowe opony. A samochód potrzebował oddechu po wiecznych miejskich korkach. Choć prędkość była przyzwoita — chrestomatycznie wszedłem w zakręt, po raz kolejny chwaląc siebie, że nie skąpiłem na drogie kolcowane opony.

«Wylatuję» z powodu kolejnego zakrętu i nagle widzę, jak na zboczu góry w promieniach wschodzącego słońca, lśniącego i mieniącego się, stoi radiowóz policji drogowej, a przed nim — «suszarka do włosów» na statywie, skierowana w moim kierunku. Przeliczywszy wszystko w torebce, zaczęłam zwalniać — może przejdzie. Ale nie przeszło. Zobaczywszy mój samochód, inspektor imponujących rozmiarów radośnie wybiegł mi naprzeciw z nadzieją w oczach. Przez noc pobocze również jest oblodzone, więc ostatnie trzy metry musi dosłownie wspiąć się na jezdnię. I w tym momencie potężny «władca gwizdka i rózgi» poślizgnął się, upadł na brzuch i… stoczył się ze skarpy na brzuchu jak foka! Oczywiście w takiej pozycji nie jest już w stanie machać do mnie pałką, więc mijam go z prędkością przelotową, śmiejąc się i próbując utrzymać kierownicę.

Po kolejnych stu metrach zwolniłem przy krawężniku. Nasz «strażnik dróg» wstał i otrzepując mundur, sądząc po gestykulacji, ewidentnie obficie przeklinał. Ogólnie rzecz biorąc, był żywy, nadal zdrowy, ale nieco zdenerwowany. Stłumiwszy wybuch śmiechu, kontynuowałem swoją drogę, ale z dozwoloną prędkością — nie wiadomo było, ile takich punktów kontrolnych będę musiał minąć.

Nie powiedziałem o tym żonie — zbeształaby mnie. Ale z teściem nieźle się uśmialiśmy.